The Legs, the Nose and Mrs Robinson.
Uwaga! Blog sponsorowany przez River Song - pełen SPOILERÓW.

poniedziałek, 27 lutego 2012

(Sz)Ach Matt! Top Gear

Olaboga! Zapomniało mi się! Ale już nadrabiam.



Za co kocham Matta Smitha?

  • za skarpetki nie do pary;
  • za to, że ciągle się murla po włosach;
  • Never apply logic to Who;
  • za to, że zagrał w Womb (mimo że film był fatalny);
  • za to, że drapie się po nosie na wizji;
  • za to, że ZUPEŁNIE nie przejął się różnicą między asfaltem a trawą;
  • za śpiewanie Deszczowej piosenki za kierownicą;
  • za to, że jest najszybszym Doctorem.
I czy to tylko moje wrażenie, czy jego brwi zaczynają być lekko widoczne?

Benedict ma zdjęcie z każdym...

...i może być Masterem.

Taaak, moi drodzy, po raz kolejny pojawiają się plotki, że Benio może zagrać Mastera. Brukowce powtarzają te informacje za rzekomymi członkami ekipy Doctora Who. Jak zapewne wiecie,  co jakiś czas plotka o Beniu w DW powraca, ale jakoś na razie się to nie sprawdziło. Podobnież ma on się pojawić w przyszłym roku, z okazji obchodów pięćdziesięciolecia istnienia serialu. Nie będę udawać, że ten pomysł mnie nie zachwyca, bo zachwyca. Ale tylko pod warunkiem, że Benio będzie rudym Masterem.

A teraz wracamy do tematu notki. Oscary! Tym razem zdjęcie z Colinem Firthem.


JAKĄ TEN CZŁOWIEK MA MORDĘ. I jaki głos! I jest przeuroczy, skromny i bardzo brytyjski. Lubię. Obejrzyjcie sobie wywiad z oscarowej gali.


A zdjęcie podrzucone przez Elę na fanpejdżu zwierza.

niedziela, 26 lutego 2012

Doctor Who. Dziewczę z paleniska

Na wniosek fanów Whomanistyki na fejsbuku obejrzałam sobie The Girl in the Fireplace. Nie obiecywałabym Wam cyklu recenzji odcinkowych, bo ani ze mnie recenzent, ani nie jestem na tyle systematyczna, żeby opisać wszystkie odcinki po kolei. Niemniej, jeśli dzięki tej notce sami nabierzecie ochoty na ponowne obejrzenie przygód Doctora w Wersalu, to cel osiągnięty.


Już sam początek odcinka jest doctorowy do szpiku kości. Scenarzysta najpierw serwuje nam Wersal, krzyki, tajemniczy zepsuty zegar i wołanie o pomoc do kominka, by za chwilę (tuż po czołówce) przenieść nas 3000 lat w przyszłość, na statek kosmiczny pozornie nie mający najmniejszego związku z fabułą.

Związek rzecz jasna po chwili się pojawia, ale i tak przez cały odcinek towarzyszy nam poczucie, że coś jest nie tak, a Moffat chyba przyjmuje jakieś niedozwolone substancje. Zabieg jest z jednej strony prościutki - skontrastowanie maszynerii statku kosmicznego, wszystkich tych kabli, diodek i czego tam jeszcze z pluszem, złotem i marmurem osiemnastowiecznej arystokratycznej Francji. Z drugiej strony jednak - jakże efektowny! Dwa światy niby są od siebie wyraźnie oddzielone, ale co i rusz przenikają się i łączą ze sobą. I o ile Doctor może się zachwycać kominkiem czy lustrem wiodącym do innego świata, to wyraz przerażenia i  obrzydzenia na twarzy Reinette, kiedy trafia ona na statek kosmiczny pozostaje widzowi w pamięci na długo. Chociaż i tak najlepszy jest koń.


Oczywiście skontrastowanie dwóch świetnych scenerii Moffatowi nie wystarcza. Dorzuca nam do tego nieco makabry w postaci części ludzkiego ciała wplecionych w okablowanie. Creepy. Do tego - przeplatanie się zabawnych sytuacji, żarcików i śmieszków z poważnym zagrożeniem i momentami smutkiem, zazdrością i innymi nieprzyjemnymi uczuciami. Co ciekawe, nie wiem, kto tu miał stanowić główny element komiczny - Mickey czy Arthur? I co jest najstraszniejsze? Sama idea potwora spod łóżka, który ma czelność spod tego łóżka wyleźć i zawładnąć całym życiem dorosłego już dziecka czy może patrzenie na Doctora, któremu udało się nie stracić Rose, ale daje rady ocalić Reinette i skazuje ją na niekończące się oczekiwanie...

O nie! Ale mi się smęt włączył! Dość! W tym odcinku były też przecież MOMENTY!



Oczywiście każdy fan Rose, Dziesiątego i ich Wielkiej Nieskończonej Miłości zakrywa teraz oczy łapkami i zapowietrza się z oburzenia, ale dla mnie ta scena jest bardzo przyjemna. Dziesiąty całuje się z Renią aż miło, a że w sezonie drugim David nie był jeszcze aż tak zachudzony i nie wyglądał jak śmierć na chorągwi, to patrzy się na to tym milej. (Zwłaszcza, że neck!porn jest obecny). Że już nie wspomnę o tym, że Renia jest ładniejsza od Rose i nie ma tak ohydnie pomalowanych rzęs. Te rzęsy Rose widać przecież na jednym strasznym zbliżeniu i jest to jeden z dwóch momentów w tym odcinku wymagających schowania się za kanapą. Drugi to Mechanizm Zegarowy wyciągający łapę do Dziesiątego zaglądającego po łóżko małej Reni. Podskakuję ze strachu za każdym razem!

Wracając do wyższości Madame de Pompadour nad Rose. Jak pisałam wczoraj, chodzą ploty, że Sophia Myles wraca do Doctora Who, może nawet jako nowa towarzyszka. Ploty te powodowały, że podczas oglądania The Girl in the Fireplace zupełnie beznadziejnie zaciskałam pięści i mruczałam: zostaw Rose! Zabierz ze sobą Renię! Niestety, nic takiego się nie stało... A chętnie bym zobaczyła Rose i Mickey'ego usiłujących przetrwać w osiemnastowiecznej Francji. Bez TARDIS. Już nie mówiąc o tym, że Reinette zaskakująco szybko łapie wszystkie zawiłości Doctorowego życia i myślę, że dobrze by się razem bawili. I ile by było tańczenia... Khem, khem. Ciekawe, jakie łóżko ma Dziesiąty? Co więcej, Reinette zadaje pytanie, które zakończyło siódmy sezon: Doctor who? Może powtórne pojawienie się Sophii Myles w serialu ma być wskazówką, jaka będzie odpowiedź?

Co do samego odcinka, jest w nim stanowczo za dużo doskonale napisanych scen:
  1. Dziesiąty zachwycający się pięknem Mechanizmu Zegarowego. Ja tam go rozumiem. Zmierzyć się z czymś tak przemyślnie zaprojektowanym i estetycznym! A nie jakiś pierdzący Slitheen.
  2. Doctor zaglądający do umysłu Reinette. O ile nie lubię motywu my lonely angel, o tyle muszę przyznać, że scena jest dobra, dialog wzruszający, a Madame doskonale wyczuwa, czego Dziesiątemu do szczęścia potrzeba. Uśmiechnięty Doctor, to lubię.
  3. Pijany Dziesiąty! Czy raczej udający pijanego. Po pierwsze, świetnie wygląda w rozpiętej koszuli, z krawatem zawiązanym na głowie... Po drugie, monologuje o bananie. Tego nie da się przecenić. Dziesiąty zresztą jest świetnym aktorem! To chyba te lata doświadczenia w oszukiwaniu towarzyszy i ukrywaniu swoich uczuć (I'm always okey). Przypomina mi się Family of Blood i Dziesiąty udający przerażonego Johna Smitha. No i Sherlock, który bezustannie gra kogoś innego!
  4. Dziesiąty z tą wielką spluwą. Wiem, że to była gaśnica. Ale wyglądał BOSKO.
  5. Doctor, który przekonuje Mechanizmy Zegarowe, że kontynuowanie działania jest właściwie bez sensu i powinny sobie darować dalsze próby zrobienia czegokolwiek. Majstersztyk. No i jedno z głównych przesłań DW - nie musimy wcale działać przemocą.
  6. Wszystko, co mówi Reinette.
Podczas oglądania tego odcinka nie da się nie zauważyć, że pan Moffat lubi się powtarzać. Co najbardziej oczywiste: mała Renia i mała Amelka. Obie czekają na Doctora, obie nazywają go swoim wymyślonym przyjacielem, obie Doctor ratuje przed potworem czającym się w ich dziecięcych sypialniach i obu nie poznaje, gdy wraca do nich pozornie po chwili. Tylko tylko, że Amelii udaje się w końcu wyruszyć z nim w podróż. No i obu pannom udaje się pocałować Doctora. Zarówno w tym odcinku, jak i w Eleventh Hour Doctor używa frazy You've got some cowboys in here

No i jeszcze:

[Reinette] What do monsters have nightmares about?
[Doctor] Me!

[Elliot] Are you scared of monsters?
[Doctor] No, they're scared of me.

Na koniec chciałam zaznaczyć, że mamy tu kolejny dowód na to, że BBC ma pięciu aktorów. Albo na to, że Doctor odwiedził świat Merlina, ponieważ Reinette spaceruje sobie po ogrodzie z Ginewrą. Innego wytłumaczenia nie ma.

A na koniec coś dla tych, którym udało się obejrzeć St. Trinian's 2.


(Sz)Ach Matt! Bert & Dickie

Może nie wszyscy wiedzą, ale w tym roku będziemy mogli zobaczyć Matta Smitha w nowym filmie pt. „Bert & Dickie”, w którym mój ulubieniec zagra Berta Bushnella, brytyjskiego wioślarza, który zdobył złoty medal na Igrzyskach Olimpijskich w 1948 roku. W pakiecie z niejakim Dickiem Burnellem zresztą. Dyscyplina: dwójka bez sternika (tak przynajmniej słownik tłumaczy mi angielskie double scull, jak ktoś się zna, to proszę o zweryfikowanie). Zwiastuna jako takiego jeszcze nie ma, ale BBC zaserwowało nam urywek filmu w swojej zapowiedzi wspaniałych programów, które będziemy mogli obejrzeć na okazję tegorocznej Olimpiady w Lądku.


Ale na tę chwilę ja nie o tym. Bo film filmem, a stylówa stylówą. Zachwyca mnie (bo jak może nie zachwycać) sposób, w jaki Matt się ubiera. Pamiętam, jak jeszcze dawno temu piałam nad jego swetrami, koszulkami, szaliczkami i czym tam jeszcze. Pamiętam, jak zorientowałam się, że ten człowiek ma tylko jedną parę spodni (tak, takich jak spodnie Jedenastego). Urocze jest dla mnie to, że Jedenasty Doctor nie dość, że nosi spodnie Matta Smitha, to jeszcze jest obuty w kopie jego butów i zakutany w tweedową marynarkę. Sama zresztą jestem dumną posiadaczką doctorowej marynarki i prawie doctorowych butów. Że o sonicznym śrubokręcie nie wspomnę.

To przenikanie się świata prawdziwego i filmowego na płaszczyźnie ubioru idzie jednak jeszcze dalej. Matt z wdziękiem przywłaszcza sobie elementy stroju granych przez siebie bohaterów. Mam nadzieję, że pamiętacie płaszcz, w którym Jedenasty biegał w szóstym sezonie. Matt kazał sobie uszyć taki sam, tyle że granatowy i pomyka w nim po Lądku i okolicach. No, ale płaszcz jest niezaprzeczalnie szałowy i Matt wygląda w nim doskonale. A gdy patrzę na ostatnie zdjęcia Matta, zrobione w drodze na plan, przypominam sobie, jak ludzie na tumblerze zastanawiali się, kiedy Matt pokaże się publicznie w okularach, które nosi w „Bert & Dickie”. No i proszę...


Doctor Who Annual 2013

Okładeczka!
Planowany termin wydania:
sierpień 2012

sobota, 25 lutego 2012

(Sz)Ach Matt! Top Gear

Odcinek z Mattem Smithem już w tę niedzielę!
Więcej zdjęć tutaj.


Czy ten człowiek w ogóle umie prowadzić? Mam co do tego poważne wątpliwości. Ale szałowa dżinsowa kurtka jest obecna.

Doctor Who. Kogo zagra Mark Williams?

No już nieważne, kim jest to dziewuszysko, ale czy kostium Marka Williamsa jest aż zbyt podobny do stylówy Rory’ego... Jak myślicie: pan Williams senior czy stary Rory?

Doctor Who - aktorzy w serii siódmej

Ten post powinien mieć tytuł: When fandoms collide...


Po pierwsze, wspomniany już Mark Williams, czyli Tata Rona, czyli Arthur Weasley. Również: jeden z przydupasów Cruelli De Mon, jeśli jesteście fanami aktorskich filmów Disney’a.

Ale to nie koniec robienia dobrze fanom Harry’ego Pottera. W nowej serii wystąpi również David Bradley (a.k.a. Argus Filch). Na zdjęciu dla niepoznaki również kot. Nie wiem, czy pojawi się w Doctorze Who.
No a na koniec najważniejsze! Rupert Graves, czyli nie kto inny jak inspektor Lestrade z Sherlocka! No i możecie go również pamiętać z Single Father, gdzie grał ojca córki Davida Tennanta. Tak było, naprawdę.

Doctor Who - Fantastyczna Trójka

A może powinnam napisać: Fantastyczna Czwórka? W końcu TARDIS też jest na zdjęciu...

Doctor Who - seria siódma tuż tuż!

No, na jesieni.
Ale z każdym dniem to i tak bliżej niż dalej! (Przed chwilą moje palce same wstukały w klawiaturę „dalek” zamiast „dalej”. Chyba jeszcze nie jest ze mną tak źle).

Poza tym – whomanistyczny los mi sprzyja. Ja postanawiam napisać coś na blogu, a tu proszę: u Comboma piękne podsumowanie tego, co wiemy o sezonie siódmym! Wystarczy tylko przetłumaczyć. (Wyjaśnienie dla czepialskich: tak, Combom mi pozwolił).

Ale najpierw najważniejsze! Patrzcie, jak pięknie ubrali Rory’ego!
Tak, wiem. Państwo Pond. Williams, Williams! Patrzę na nich od dwóch sezonów i zaczyna mi coraz natrętniej towarzyszyć myśl „niech ktoś ich wreszcie pozabija”. No bo ile można. Ale Moff rzecze, że w tym sezonie już koniec, oby tym razem nie kłamał. (Komu jeszcze co jakiś czas się przypominają jego zapewnienia sprzed piątego sezonu, że Amy Pond i River Song to tylko przypadkowa zbieżność nazwisk? Ja mam ochotę zatłuc go czymś twardym. Najlepiej Brilliant Book. No, ale wtedy wszyscy mu jeszcze wierzyli).


Dygresja za dygresją. Wiedziałam, że to się tak skończy.


Lista odcinków:
Chyba ją sobie darujemy. Wiadomo, że odcinków trzynaście, w każdym wystąpi Matt, Pondowie na początku serii, potem miejmy nadzieję, gdzieś odpadną. Tytułów żadnych nie ma ofkors. Przejdźmy do ciekawszej sekcji...


Ploty potwierdzone:

  • Chris Chibnall (42, The Hungry Earth, Cold Blood) i Mark Gatiss (The Unquiet Death, The Idiot’s Lantern, Victory of the Daleks, Night Terrorspiszą odcinki do serii siódmej. Jeszcze nie wiadomo, które. Toby Whithouse (School Reunion, The Vampires of Venice, The God Complex) napisze drugi odcinek. Moff oczywiście początek i finał. No i coś jeszcze. Się okaże.
  • Kto będzie reżyserował? Saul Metzstein, Farren Blackburn. Nie znam tych ludzi. Zresztą, co mnie to obchodzi, i tak nie zobaczę ich mord w Confidentialu.
  • Doctor spotka nowego przyjaciela w najbardziej nieoczekiwanym miejscu.
  • Wróci River Song! (W tej roli oczywiście Alex Kingston).
  • Moffat stwierdził, że pierwszy odcinek będzie trochę jak Szklana pułapka (Die Hard), a jego tytuł będzie brzmiał: [Spoiler] of the [Spoilers]. Dzięki, Moff.
  • Mark Gatiss ostatnio zdradził, że jego odcinek będzie zawierał słowa:
    • meat [mięso],
    • klaxon [klakson, ale o taki, czy to ma jakąś polską nazwę?],
    • Vienna [Wiedeń].
  • Nie będzie żadnych dwuczęściowych odcinków! Co za nuda! Jak to?
  • Jeden odcinek będzie kręcony w Hiszpanii. Podobno jeden z pierwszych trzech. W tymże odcinku niejaki Rob Cazavos zagra Waltera.
  • Pierwszy dzień kręcenia: 20 lutego 2012. Matt Smith, Karen Gillan i Arthur Darvill w domu Pondów.
  • Na planie widziano Marka Williamsa (Arthur Weasley!). 
  • Najprawdopodobniej teraz nagrywają odcinek drugi.
Ploty niepotwierdzone:
  • Kolejny towarzysz Doctora nie będzie pochodził z Ziemi. [Huhuhu!]
  • Yeti wraca w siódmej serii! I jakiś inny klasyczny potwór również.
  • Amy Pond umrze, ale Rory będzie żył. [Lepiej tak niż na odwrót.]
  • Podobno w odcinku Gatissa wrócą Ice Warriors.
  • Moff i James Corden chcieliby, żeby wrócił Craig Owens, ale nie wiadomo, czy się uda.
  • Sophia Myles (Reinette Poisson) pojawi się w siódmej serii. Chodzą ploty, że będzie nową towarzyszką.

No i znów kręcą w Bad Wolf Bay. Znaczy na tej samej plaży.