No dobra, stęskniłam się za pisaniem, więc z okazji świąt Wielkiej Nocy powstanie notka. Hura! Bardzo długa zapewne. Ale nie czytajcie, jeśli nie obejrzeliście The Impossible Astronaut, bo będę przeżywać. (Jeśli chcecie obejrzeć, zapraszam na chomika. Polskich napisów nie ma, ale uczcie się angielskiego, ludki, uczcie.)
Ja oczywiście jestem odcinkiem zachwycona - tylko Amy zaczyna mnie coraz bardziej nużyć, ale chyba dlatego, że nie odpowiada mi gra aktorska Karen. Za to Arthur i Alex! To jest klasa! Rozmowa przy drzwiach, za którymi kryła się konsola z The Lodger - bardzo przejmująca. Bardzo dobrze zagrana. A jak już jesteśmy przy konsoli - nie spodziewałam się, że tak szybko ją zobaczymy. I BARDZO się cieszę, że Jedenasty wreszcie zaczął flirtować z River. Bardzo to przyjemnie wygląda.
Ciekawa jestem, jak odkręcą śmierć Doctora. Bo przecież będą musieli. Prawda?
Cisza. Nie wiem, czy są straszniejsi od Płaczących Aniołów, ale niemal im dorównują. Kosmita, którego nie pamiętasz? Coś, co widzisz kącikiem oka. Szelest czy inne tajemnicze chrobotanie w domu. Wydaje się, że nic tam nie ma, a to Cisza. A mi od kilku dni coś hałasuje w okolicy okna...
Canton - fantastyczna postać. Nie podoba mi się jego głos, ale mam nadzieję, że będzie go dużo za tydzień. I nie mam pojęcia, jak Moff zamierza to wszystko wyjaśnić w 45 minut.
Jeszcze jedno - kiedy Doctor będzie miał nowy śrubokręt?!
I cały czas szalenie mnie cieszy widok nazwiska Arthura w czołówce.
Odcinek był poświęcony pamięci Elisabeth Sladen, a po nim wyemitowano pożegnanie: My Sarah Jane. Tribute to Elisabeth Sladen. Możecie je obejrzeć na YouTube (część pierwsza i część druga) albo pobrać z chomika. Naprawdę warto to zobaczyć - piękne, proste pożegnanie. Wzruszające, ale bez pompatyczności i przesady. A z innych walorów - Matt ma naprawdę długie włosy (a jest w kostiumie Doctora!), a John Barrowman wygląda bardzo dobrze, zapewne przypakował do Torchwood USA.
Czy ktoś jeszcze nie może się zaczekać następnej soboty? Na milsze czekanie - zwiastun odcinka drugiego - Day of the Moon.
Oraz dwa krótkie fragmenty.
I fragment przyszłotygodniowego confidentiala.
To ja znów znikam!

















